poniedziałek, 14 października 2013

NYX Taupe - róż/bronzer

"Dziś pierwszy poniedziałek tygodnia" rzekł pan w radiowej Trójce, co nastroiło mnie zupełnie niespodziewanie. Bo pomimo tego, że poniedziałek, że okna czekają na umycie, liście w ogrodzie krzyczą "grabie w dłoń" a brzuch fika i podskakuje (młody ma czkawkę) zamiast do konstruktywnych zajęć siedzę z Kotem Tłuściochem na kolanach i trwonię radośnie poranek.

Dziś będzie o odkryciu z odkryć jeśli chodzi o konturowanie twarzy. W sumie dlaczego o odkryciu? Ano dlatego, że każdy jeden bronzer jest dla mnie za mocny, zbyt pomarańczowy i w ogóle nie potrafię dojść z nim do ładu. Próbowałam z Rimmelami, W7, Bikorami, Paese. I każdy jeden był dla mnie zbyt ciepły, co niestety powodowało bardzo niemiły dla oka efekt pomarańczowej plamy.

Do bronzera NYX zbierałam się pare tygodni. Bo jakoś nie bardzo mi było po drodze. Mityczny zdrowy rozsądek baby - tak on istnieje - podpowiadał mi, że to kolejny produkt, który jest mi tak naprawdę zbędny, bo na pewno nie będe go używać, na pewno nie będę z niego zadowolona i na pewno, pomimo odcienia TAUPE - czyli szaro-sino-brudno-brązowego koloru nie będzie mi pasował.
Ale baba próżna i jeszcze w ciąży, więc jak już ubzdurałam sobie, ze "chcę i już" to nie było zmiłuj.

I co? I strzał w dziesiątkę!

Bronzer jest zamknięty w małym, czarnym kwadratowym opakowaniu.  Pojemność 4 gramy. 

Kolor - dla typowych bladziochów. Sinawy, brudno brązowy na skórze. Nie wpada ani grama w pomarańczę. Zimny. Jest mi szalenie trudno uchwycić go na zdjęciach - na mojej twarzy praktycznie go nie widać, chociaż ładnie udaje naturalny cień. A tym samym wygląda jakbym zamiast pucek miała coś na kształt kości policzkowych.



Tu NYX i Flormar Duo P115
Flormar wypada dużo bardziej chłodno (o tym kiedy indziej)

Na ręce:

 I tym samym widać, że zarówno jeden i drugi na ręce wygląda - sino.
Z tym, że NYX do złudzenia przypomina siniaki, które dosyć często nabijam sobie w róznych dziwnych miejscach.

Oczywiście kolor mojej skóry pozostawia wiele do życzenia, bo też jest sinawy, ale to szczegóły.

_________________________________

Jest trwały. Zostaje około 6-7godzin na miejscu, schodzi równo i niezauważalnie. Nie robi plam, nie smuży. 
I nie da się nim zrobić krzywdy. A jeśli ja sobie nie dam sobie zrobić czymś krzywdy, to musi być bardzo, ale to bardzo bezpieczny, bo jak wiadomo - ja potrafię :)
 Głównym powodem bezpieczności  bronzera jest jego pigmentacja. Muszę się nieźle namachać pędzlem, żeby przesadzić. No i jest dosyć twardy, co nie ułatwia nabierania, ale nie pyli.

Na twarzy, w takim zwykłym, zupełnie dziennym bawieniu się w posiadanie policzków - praktycznie go nie widać, o czym już wspomniałam. Nie widać, a jest.
I najlepsze - nie wypada pomarańczowo. 

Zachcianka tym razem bardzo udana.
Warto wypróbować:)

4 komentarze:

  1. Czy zechce Pani udzielić informacji, gdzie można kupić ten odcień różu NYX-a? Poluję na niego od kilku miesięcy. Douglas, allegro, polskie sklepy internetowe. Póki co ... niestety bezskutecznie:((

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja swój dorwałam na Allegro. Pojawiają się tak raz na 1,5-2 miesiące u jednego sprzedawcy

    OdpowiedzUsuń
  3. właśnie jest na all

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem szczerze, że własnie poluję na ten bronzer z NYX i oczywiście nigdzie nie mogę go dostać :/

    OdpowiedzUsuń